EKONOMIA‎ > ‎Ekonomikalia‎ > ‎

Więcej gejów - wyższy wzrost?

opublikowane: 28 gru 2011, 17:28 przez Grzegorz Sobiecki   [ zaktualizowane 17 lut 2012, 01:16 przez Nieznany użytkownik ]
Do części Wyłowione z sieci i nie tylko wrzuciłem artykuł pana Żakowskiego i Bendyka "Miłuj geja swego".

Jest to nagrodzony artykuł o.. tak, o gejach, ale nie znalazłby się w zestawieniu, gdyby nie był niezwykle ciekawy lub nie do tyczył gospodarki (albo jedno i drugie), przydatny do ćwiczenia zdolności polemiki :). Otóż autorzy z uporem maniaka próbują udowodnić istnienie niezwykłego pozytywnego związku między wzrostem gospodarczym a odsetkiem osób o orientacji jawnie homoseksualnej, stawiając (hiper)tolerancję i rewolucję kulturowo-moralną jako najważniejsze elementy mechanizmu. 

Wg mnie dowód jest oparty bardziej na bazie przesłanek i luźnych skojarzeń oraz na "teori kapitału twórczego", która jest obarczona niedopuszczalnymi błędami metodycznymi: założeniem, że kreatywność (kapitał twórczy) zależy od tolerancji oraz że tolerancja w ogóle zależy od tolerancji na homoseksualistów (a ta od  udziału osób jawnie homoseksualnych w społeczeństwie). Szkoda też, że autorzy nie podzielili się liczbami. Żeby nie być dłużnym, nie sposób się jednak z częścią intuicji autorów nie zgodzić.

Jeszcze jedna intuicja. Indeks gejowski oraz stosunek do seksualności między "bogatymi" a "biednymi" może wynikać z całej masy zupełnie niezależnych czynników, które powodowałyby, że ten związek jest statystycznie nieistotny. Z drugiej strony, jest jeszcze jedno wyjaśnienie, "wartościowe". "Bogaci" i miejscowości najszybciej się rozwijające, które opierają się silnie na "wartościach" materialnych, mniej liczą się z innymi wartościami, których nie da się policzyć (vide. kryzys 2007-2011). A to z kolei może w logicznie spójnym mechanizmie wiązać się ze "społeczną otwartością", większą "tolerancją" (która oczywiście, ja ważną wartością społeczną, ale przecież nie wyższą wartością niż np. rodzina, miłość, przyjaźń, solidarność), czy wprost: relatywizmem wartości i relatywizmem moralnym. I w taki sposób bardzo możliwa jest korelacja między odsetkiem jawnych gejów a poziomem bogactwa. Ale prawdę mówiąc, jeśli Polska ma być bogata (co samo w sobie nie jest ani dobre ani złe, raczej napiętnować należałoby postawy bezwzględnego dążenia do tego bogactwa przy znieważeniu innych ważnych wartości zarówno na poziomie kraju, jak i osobistym), to osobiście wolałbym, żeby polegała na naukowych badaniach (makro)ekonomicznych, a nie na mglistych dowodach poszlakowych, które sugerują promowanie homoseksualizmu.

Jeszcze słówko o rzetelności i precyzji dziennikarskiej {które się przerodziło w trochę więcej słówek i zdań :)}. Autorzy powołując się na wyniki badań ankietowych, stwierdzili: "Inglehart wykazał, że pod względem wyznawanych wartości kluczowa różnica między bogatymi demokracjami Zachodu a biednymi i autorytarnymi krajami arabskimi dotyczy właśnie stosunku do seksualności – równości płci, rozwodów, homoseksualizmu". 

Po pierwsze w swoim artykule (*), Inglehart i Norris nic nie wykazali (co najwyżej próbowali szukać wyjaśnień i spostrzeżeń), a zaprezentowali wyniki. Po drugie, artykuł dotyczy nie krajów "bogatych", a "demokratycznych" i krajów muzułmańskich, zatem nie "biednych", nie "arabskich", nie "autorytarnych", nie "biednych autorytarnych arabskich". To dodatkowo wyjaśnia występowanie różnic na tle stosunku do seksualności, a mechanizm nie musi być w ogóle oparty na ekonomii, a jest zapewne na religii, konkretnej religii, islamie (zatem nawet nie chrześcijaństwie). 

Innymi słowy zasadne jest mówienie o pozornym związku (przyczynowo-skutkowym) między udziałem osób jawnie seksualnych a wzrostem gospodarczym, który to jest dobrze jest znany w naukach (statystyce, psychologii, socjologii) i ma nazwę korelacji pozornej (**) lub iluzją grupowania (***), która przejawia się traktowaniem współwystępowania (brak związku przyczynowo-skutkowego) z korelacją (jest związek), a wynika z jednego z trzech błędów: (1) wychwycenia przy zbyt małej próbie (ilości zdarzeń) pozornej korelacji zdarzeń zupełnie od siebie niezależnych (tzw. myślenie magiczne), (2) nie uwzględnianie ewentualnego wspólnego czynnika, łączącego obserwowane zjawiska, pozornie tylko bezpośrednio od siebie zależne, (3) znalezienie prawdziwej korelacji, pozbawionej jednak sensu, jeśli chodzi o wyjaśnienie zachodzących zdarzeń. Wiążą się one z innymi właściwymi człowiekowi błędów poznawczych (****), jak "efekt skupienia uwagi" (ignorowanie potrzeby zebrania miarodajnych danych przy badaniu występowania korelacji i powiązań), "heurystyka zakotwiczenia" (tendencja do sugerowania się podanymi informacjami, nawet jeśli wiemy że nie mają one żadnego związku z rozważanym zagadnieniem), czy "efekt projekcji" (tendencja do zakładania większego poparcia dla własnych poglądów i wyznawanych wartości niż faktycznie występuje).

To tak, jakby stwierdzać korelację między wysokością wybranej sekwoi a cenami. Jedno rośnie i drugie rośnie, nie? Więc jest związek? Nie.

(*) The True Clash of Civilizations, Ronald Inglehart; Pippa Norris, Foreign Policy, No. 135. (Mar. - Apr., 2003), pp. 62-70., http://goo.gl/u01aO
(**) Magia korelacji, Autor: Piotr Zielonka, Przegląd Szkoleniowy Gazety Prawnej, Nr 2 (1367), 04 stycznia 2005 r.,
(***) Iluzja grupowania, Wikipedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Iluzja_grupowania
(****) Lista błędów poznawczych, Wikipedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_b%C5%82%C4%99d%C3%B3w_poznawczych
Comments