EKONOMIA‎ > ‎Ekonomikalia‎ > ‎

Masy wiedzy i rozwój cywilizacji

opublikowane: 10 lut 2012, 14:45 przez Grzegorz Sobiecki   [ zaktualizowane 17 lut 2012, 00:14 przez Nieznany użytkownik ]
W aktualnym numerze Świata Nauki (luty 2012) na str. 12 zwróciłem uwagę na krótki artykulik "Już szron na głowie". Przytaczam poniżej w całości (mam nadzieję, że jako dla celów dydaktycznych Wydawca nie będzie miał nic przeciwko). Przypomniał mi się też wpis sprzed kilku miesięcy o wtopie noblistów 2011r. (link) oraz komentarz, jaki na podstawie tego popełniłem przy okazji relacjonowania dokonań owych Laureatów w Kwartalniku Nauk o Przedsiębiorstwie ("Nagrody im. Alfreda Nobla z ekonomii z buntem mas w tle", Kwartalnik 4/2011(21)), którego fragment również przytaczam poniżej. Nietrudno zauważyć wspólny mianownik: zagadnienie ("problem" brzmi zbyt pejoratywnie, a nie o ocenę tu chodzi) potężnej masy "zasobu wiedzy" we wszystkich dziedzinach

Rozwijając myśl prof. Tadeusza Oleksyna ("Era postindustrialna – czy rzeczywiście?", blog Katedry Zarządzania Wartością SGH, link), świat nie zaczął rozwijać się cywilizacyjnie w kierunku ery postindustrialnej, ale rozwija się zarówno w przemyśle, jak i innych dziedzinach. Obecna „era informacyjna” jest nie tyle kolejną erą, która burzy to, co było i zastępuje nowym, ale jest „nakładką” na starą dobrą erę industrialną, którą nieustannie się dopieszcza, pielęgnuje, a z tego wychodzą, co zaskakuje nowe, niekoniecznie informacyjne genetycznie, ale na pewno funkcjonalnie – kierunki rozwoju cywilizacji – np. biologia, robotyka, kosmologia. Wydaje się, że to znaczy tyle: cywilizacja nie rozwija się już wg jednego głównego nurtu, liniowo, ale wielowektorowo (na poziomie „cywilizacyjnym”). Notabene, jest to możliwe dzięki technologiom informacyjnym i komunikacyjnym (ICT), które wspierają rozwój każdej dziedziny: uposażyły cywilizację w zdolność do gromadzenia gigantycznych ilości nie tylko informacji oraz danych najniższego poziomu, ale także wiedzy, know-how, a powoli także doświadczenia i mądrości. Pozyskanie zaawansowanej istniejącej wiedzy i technik, w połączeniu ze specjalizacją oraz zastosowaniem standardowych metod naukowych, umożliwiają jej wewnętrzny i zewnętrzny rozwój zgodnie ze starą zasadą: "stając na barkach poprzedników" (za Newtonem), dzięki czemu nie trzeba cywilizacyjnie wybierać (sic!) – niszczyć i zastępować. 

Pytanie tylko, czy taki pluralizm wyjdzie ludzkości jako takie oraz poszczególnym jednostkom na dobre.


"Już szron na głowie", Świat Nauki

"Albert Einstein stwierdził kiedyś, że "ktoś, kto przed trzydziestką nie doprowadził do naukowego przełomu, nie ma na to szans w późniejszym wieku". Być może refleksja ta była prawdziwa w jego czasach i w odniesieniu do odkryć związanych z fizyką, ale obecnie straciła już na aktualności; zarówno w przypadku fizyki, jak i innych dziedzin nauki. Benjamin Jones, specjalista ds. innowacji z Kellogg School of Management przy Northwestern University, oraz Bruce Weinberg z ohio State University dokonali analizy 525 przypadków przyznania Nagrody Nobla z fizyki, chemii i medycyny w latach 1900-2008. Poza nielicznymi wyjątkami dotyczącymi odkryć w zakresie mechaniki kwantowej w latach dwudziestych i trzydziestych widać wyraźnie, że naukowcy dokonują najważniejszych dzieł w wieku bardziej zaawansowanym niż kiedyś. 

Jones i Weinberg tłumaczą to zjawisko zmianą w sposobie uprawiania nauki i przesunięciem "środka ciężkości" z rozważań teoretycznych, w których celują młodsi badacze, na pracę eksperymentalną, wymagającą umiejętności zdobywanych przez lata. Uważają też, że wraz z przyspieszeniem postępu potrzeba więcej czasu, aby zdobyć wiedzę niezbędną do odkrycia czegoś nowego.

Jednak naukowcy przed trzydziestką nie powinni tracić nadziei. Wyjątek dotyczący fizyki kwantowej wskazuje, że czasem posiadana wiedza utrudnia dokonanie rewolucji naukowej, i obserwowany trend może się odwrócić w najmniej spodziewanej chwili. jeśli czekają nas jakieś spektakularne przełomy w nauce, to - zdaniem Jonesa - dokonają ich młodzi."

"Nagrody im. Alfreda Nobla z ekonomii z buntem mas w tle", KNoP, fragment*

Peter Shiff, amerykański ekonomista i komentator ekonomiczny, przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomii, w swoim programie radiowym, którego audycję z 14 października b.r. można obejrzeć na YouTube (link), nawiązał do konferencji prasowej w Printon University w Stanach Zjednoczonych, z udziałem obu Laureatów, która odbyła się cztery dni wcześniej (również i ją można obejrzeć na YouTube: link). Zwrócił uwagę na to, że Laureaci w dziedzinie nauk ekonomicznych, związani z ekonomią w jej makro ujęciu, zatem bardzo bliską gospodarce i procesom w jej działających nie byli w stanie odpowiedzieć na prośbę z sali o opinię odnośnie tego, co rząd Stanów Zjednoczonych zrobił, by wesprzeć gospodarkę, ratować miejsca pracy. Faktycznie, obaj panowie wyglądali na zmieszanych i nie odpowiedzieli na to pytanie. Mając ogromne dokonania i wiedzę, zabrakło im wiedzy o gospodarce, co mogło być zaskakujące. I dla pana Petera Shiffa było. Ale być może nie byłoby, gdyby czytał książkę „Bunt mas i inne pisma socjologiczne” José Ortegi y Gasseta albo przynajmniej jeden z zawartych w niej esejów, „Bunt mas” (José Ortega y Gasset, „Barbarzyństwo »specjalizacji«” [w:] "Wielkie eseje w nauce” pod. red. Martina Gardnera, Prószyński i s-ka, Warszawa 1998, s. 147), notabene, pamflet na współczesnego Ortedze naukowca. Współczesność autora okazuje się być nie mniej aktualna w pierwszej połowie XX w., kiedy książka została wydana po raz pierwszy (1939r.), niż obecnie.

Ortega y Gasset pisał „(…) współczesny człowiek nauki jest prototypem człowieka masowego” , ale człowieka masowego „w jakościowym i pejoratywnym znaczeniu tego terminu” . „Nie wchodzą tu w grę jakieś szczególne przyczyny ani osobiste braki poszczególnych naukowców, po prostu sama nauka – rdzeń cywilizacji – przemienia ich w ludzi masowych, a więc czyni z nich prymitywów, współczesnych barbarzyńców”. „Warunkiem rozwoju w nauce stała się specjalizacja ludzi nauki. Specjalizacja ludzi, ale nie samej nauki. Nauka nie jest specjalistyczna. Gdyby tak było, to ipso facto przestałaby być prawdziwa. (…) ludzie nauki coraz bardziej się rozchodzą, ograniczając się do coraz węższych zakresów pracy intelektualnej”.

Czy tak jak w gospodarce, przedmiocie zainteresowania naszej nauki (bo, jak się okazuje, nie zawsze „naszego”) postępują procesy pogłębiającej się specjalizacji nie tylko, jak w czasach Adama Smitha, potem Ortegi y Gasseta i Forda, w ramach przedsiębiorstwa, ale także między przedsiębiorstwami oraz na arenie globalnej – między państwami, budowana jest nieustannie wartość przedsiębiorstw, całego kraju i globu, można wykorzystać specjalizację i podział i organizację pracy dla budowania ogólnego zasobu wiedzy, prawdziwej nauki? Pierwsza intuicja wydaje się być twierdząca – sama się nasuwa poprzez analogię. Jak to jednak ze specjalizacją w gospodarce bywa – niewiele jest osób, które samodzielnie potrafią wyprodukować samochód od podstaw. Tak i w nauce nie powinniśmy się dziwić, że istnieje bardzo wiele szczegółowych dziedzin, a w nich wyspecjalizowani naukowcy. Mamy zatem medyka od „mięśnia czworogłowego lewego uda”, którego nie zmusi się do operowania serca, mamy także Laureatów Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii od „jednej z technik analizy danych statystycznych”, którzy nie śledzą bieżących zdarzeń i sytuacji gospodarczej kraju, który dał im możliwości rozwoju naukowego, czego rezultatem była przyznana im nagroda oraz którzy nie zawsze mają zdanie i pomysł na własne życie (Sargent zapytany, jak zainwestuje nagrodę powiedział, że utrzyma na trochę gotówkę, żeby się zastanowić). „Nie jest to sprawa błaha. Każdy, kto chce, może zauważyć, jak głupio dziś myślą i postępują w takich sprawach, jak polityka, sztuka, religia, lub gdy w grę wchodzą ogólne problemy życia i świata, »ludzie nauki«” [za Ortegą].

Warunkiem rozwoju nauki wciąż jest specjalizacja. Więcej, wydaje się, że stanowi nie tylko warunek rozwoju nauki, ale także rozwoju osobistego, bo daje zatrudnienie kolejnym badaczom (nie wchodząc w dyskusję, czy finansowane publicznie czy prywatnie). Zdrowe wydaje się też zachowanie relatywnego umiaru by rządzących nie było więcej niż rządzonych a myślących więcej niż działających. 

Tak, jak zdolności człowieka do ogarniania wiedzy i procesów jest nieograniczona, tak ograniczony jest jego czas. Zakładając wycofanie się ze specjalizacji w nauce, nawet jeśli byśmy doszli do sytuacji, gdy od niemowlęctwa nieustannie wtłaczano by nam, w miarę możliwości każdego, maksymalną dawkę wiedzy jak najogólniejszej, i tak dojdziemy do kresu – kiedy zabraknie czasu. Czasu na naukę ogólnej wiedzy o świecie, o społeczeństwie, o ogólnych procesach gospodarczych, bo czasu na życie zabrakłoby znacznie wcześniej. Musimy się zatem pogodzić z tym, że część naukowców utraci „stopniowo kontakt z pozostałymi dziedzinami nauki, (…) umiejętność całościowej interpretacji wszechświata”, będzie odkrywało nowe fakty, „przyczyniając się do rozwoju swojej dziedziny nauki, której całość zna jedynie powierzchownie”, dorzuci „cegiełkę do encyklopedii wiedzy ludzkiej”, której „zupełnie świadomie i programowo nie ogarnia”. Czy coś zyska? Możliwość do dzielenia się wiedzą zarówno z innymi „mądro-głupimi” badaczami, zajmującymi się równoległymi dziedzinami, jak i tymi na wyższym poziomie ogólności, wreszcie będzie mógł przekazywać je społeczeństwu. W sprawnie działającym systemie nie musi być tak, że każda część jest w stanie samodzielnie realizować zadania systemu ani też tak, że będzie w stanie przejąć funkcję innego podsystemu. Ważne, by realizowała swoje funkcje. 

Jedna zmiana cywilizacyjna by Ortegę zapewne uspokoiła, wejście globalizującego się świata do ery cyfrowej, która dała nowe narzędzia, nowe metody i pośrednictwo w społecznym wsparciu każdego, kto ma dostęp do tych narzędzi, aby budować społeczeństwo mądrości, działające świadomiej w gospodarce. Umożliwia „podsumowanie osiągniętych wyników w ramach organicznej regulacji wzrostu” – postępu w nauce. Mimo dość oczywistego potencjału, i ona nie zapobiegła specjalizacji i gafie laureatów. 

Czy powinniśmy się dziwić szanownym laureatom ich ignorancji? Intuicja podpowiada, że nie. Sami mamy w niej udział. Czy jesteśmy jednak, jako elita naukowa, w stanie wyjść poza myślenie wspólnotowe i dotrzeć do odpowiedzi bliskiej temu, jak jest faktycznie, na dość konkretne pytanie „czy specjalizacja w ekonomii służy gospodarce?”
 

* jako, że wewnątrz tekstu występują wielopoziomowe cudzysłowy, nie dodaję ich już

Comments