EKONOMIA‎ > ‎Ekonomikalia‎ > ‎

Teorie ekonomii religii

opublikowane: 9 kwi 2013, 09:19 przez Grzegorz Sobiecki
Przeglądając sieć natrafiłem na pracę licencjacką "Ekonomia religii. Sobór Watykański II w świetle 
teorii ekonomicznych" Pana Michała Roberta Góry bronioną na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu w Warszawie napisaną pod kierunkiem dr Michała Brzezińskiego w sierpniu 2012r., zatem całkiem niedawno.

http://coin.wne.uw.edu.pl/mbrzezinski/teaching/sdr/2400-LIC-EP-171006.pdf

Jako, że praca jest bardzo blisko "granicy" ekonomii, czasem wykraczając poza nią, mój komentarz również nieco poza ekonomię wykroczy.

Przyznam, że mnie zaskoczyła ta praca z jednej strony (nie byłem świadom, że od czasów Smitha istnieje taki odłam ekonomii alternatywnej), ale jednocześnie utwierdziła w przekonaniu, że ekonomia w swej ogólności jest nauką od różnego rodzaju dobrach i wartości, a naukową metodę ekonomii można stosować także w nietypowych przypadkach.

Praca zawiera ciekawe teoretyczne rozważania, zawierające wiele faktów i spojrzenia "neutralnego światopoglądowo". Nietypowe jest odnoszenie się do Kościoła Katolickiego jako podmiotu "produkującego" "usługi duchowe", określanie go monopolem czy oligopolem na "rynku usług duchowych"

Niestety jednocześnie muszę stwierdzić, że wiele wyjaśnień logicznych jest sprzecznych z ideą religii, szczególnie chrześcijaństwa, a także metoda naukowa nie została zastosowana (czy dokładniej: w pracach, do których autor się odwołuje) precyzyjnie, a ważne kwestie pozostały bardzo płytko potraktowane. Przy jednej pragnę się zatrzymać.

Pomijając, że wszystkie religie zostały wrzucone do jednego worka, przyczepiłbym się do założeń. Autor odnosi się do dwóch dwóch wiar: wiary w magię i wiary religijnej, przy czym w przypadku "wiary w magię" do tego samego worka wrzucona jest magia typu: igranie ze Złem, opętania, jak i wiara w cuda czy objawienia, które to "magie" są moralnie przeciwstawne. "Wiarę w magię" przedstawia jako jedyną z tych dwóch, która jest falsyfikowalna (weryfikowalną) empirycznie - zatem wiedza jej dotycząca może być określana jako naukowa, gdyż wiedza związana z drugim rodzajem druga jest jedynie "kwestią wiary". Jednocześnie autor automatycznie stwierdza, że "wiara w magię" jest ("racjonalnie") zweryfikowana fałszywie, czyli, że "cudów nie ma" - autor stwierdził, że nie zna potwierdzonych przypadków, które by weryfikowały pozytywnie tę kwestię. Zignorował tym samym mniej lub bardziej wiarygodne doniesienia i relacje w historii ludzkości i wszystkich religii o działaniach ponadnaturalnych sił, których na gruncie "czystej" nauki nie da się wyjaśnić, a w samym chrześcijaństwie: o działaniach złych duchów, jak i objawieniach, cudach (czasem takich, które jednocześnie dotyczyły tysięcy osób). Nawet, jeśli podnieść kontrargument, że większość cudów, także tych zatwierdzonych przez Kościół np. w procesach beatyfikacyjnych, jest opartych na relacjach, zatem subiektywnych odczuciach - autor mógł się przynajmniej odnieść do tego. Nie dyskutuję tu o prawdziwości cudów, ale istnieją sposoby, aby osobiście się przekonać o istnieniu sił, których nie jesteśmy w stanie wyjaśnić na gruncie nauki, np. udając się na rozmowę z księdzem egzorcystą.

Zbyt łatwo człowiek - czy to naukowiec, czy nie - dopóki nie spotka się osobiście (jak osoba z drugą osobą) z siłami wyższymi albo nie odnajdzie ich w swoim życiu, zakłada, że one nie istnieją, zapominając o logicznym wnioskowaniu: całkowitego, uniwersalnego nieistnienia sił ponadprzyrodzonych nie jesteśmy w stanie udowodnić naukowo. Jesteśmy jedynie w stanie.. próbować wnioskować, zastosowawszy rzetelnie i kompleksowo metodę naukową, o wyjaśnieniu danego przypadku siłami naturalnymi (tzn. nieistnieniu w danym przypadku sił ponadprzyrodzonych). Określenie "rzetelne" jest tu bardzo na miejscu, mimo, że wiąże się z uznaniem procesu jako niejednoznacznego. Faktycznie, na gruncie nauk społecznych, a do takich ekonomia jest zaliczana, gdyż analizuje zachowania ludzi, i zjawisk, za którymi zawsze oni stoją, a nie bezosobowych obiektów, bez woli i kreatywności (nie mylić z losowością), trudno mówić o wiedzy całkowicie pewnej, choć niektóre wg przedstawicieli podejścia nomonologiczno-teoretycznego w gospodarce istnieją obiektywne prawidłowości, a nauka jest procesem dochodzenia do nich, niemniej jednak w danym momencie wiedza wyjaśniająca procesy i zjawiska (a także umożliwiająca prognozowanie) jest ograniczona i niepełna.

Zresztą taką kolejność stosuje się właśnie w przypadku rozpoznania u katolickiego egzorcysty zniewolenia duchowego, opętania demonicznego albo zatwierdzanie przez Kościół cudów - najpierw wyklucza się wszelkie możliwości naturalne (medyczne, psychologiczne, psychiatryczne, fizyczne) wyjaśniające dane zachowanie, a dopiero na samym końcu, po rzetelnym sprawdzeniu wszelkich znanych wyjaśnień, gdy można stwierdzi, że istniejąca wiedza i stan nauki nie pozwala wyjaśnić danego zachowania człowieka, zachowania się jego ciała czy zjawiska, przechodzi się do "właściwego" badania, a nie automatycznie stwierdza, że coś zaistniało albo że to co zaistniało jest faktycznym cudem. Nauka klasyczna często w tym momencie stwierdza, że wyjaśnienie jest poza jej aktualnymi możliwościami (co nie znaczy, że w przyszłości nie stanie się możliwe do wyjaśnienia). Jednak niekiedy powstają w Kościele potrzeby aby stwierdzić prawdziwość ponadnaturalnego zjawiska (cudu, objawienia, działania złego ducha) bez czekania na rozwój wiedzy i metody naukowej, czy precyzyjniej: uprawdopodobnić je (całkowitą pewność wierzący uzyskują po śmierci).

Stąd w przypadku cudów pozytywna weryfikacja następuje "po ich owocach" - po odpowiednio długim czasie występowania w istocie dobrych skutków. Nie mylić należy tego z "pozytywnymi" skutkami ani też z tymi, które przez niektórych mogą być postrzegane jako złe. Rozpoznanie i dopuszczenie, że coś co wygląda na złe, a może być dobre w istocie wymaga odwołania się do autorytetu Kościoła w tym względzie - i jest jednocześnie nieobalonym argumentem niewierzących w ten autorytet, choć jeszcze nie dowodem, za tym, że weryfikacja jest subiektywna, zatem nie prawdziwa z naukowego punktu widzenia. Choć i w przypadku tych pozornych albo czasowych negatywnych (nie znaczy złych!) skutków można stosować zasadę "po owocach", wydłużając jednocześnie czas weryfikacji.

Sposób rozpatrywania dobra czy rzeczywistości cudu "po owocach" jest logiczny (*). Wskazuje, że z całą pewnością można stwierdzić jedynie, że z prawdziwej przesłanki / dobrej (logiczna wartość 1) nie można wyciągnąć fałszywego wniosku / otrzymać złych owoców (logiczna wartość 0). Inaczej: stwierdzenie, że z czegoś dobrego (prawdziwego "cudu") wynika coś złego jest fałszywe (złe). Dlatego też potrzebny jest i tutaj wystarczająco długi czas oczekiwania na zmaterializowanie się jakiegokolwiek ponad wszelką wątpliwość ocenionego jako złego (w swojej istocie) skutku, który by jednoznacznie potwierdziło, że przesłanka (badanie zjawisko) jest zła / prawdziwa.

W przypadku egzorcyzmów - np. po reakcjach na określone symbole (także ukryte) - zachowaniach ponad wszelką wątpliwość nie możliwych bez działania egzogenicznych sił (np mówienie wieloma językami, choć się nigdy ich nie uczyło, w tym wymarłymi językami, wiedza o szczegółach życia kapłana). 

Jak na teoretyczną analizę z zastosowaniem naukowych metod ekonomicznych, automatyczne odrzucenie "wiary w magię" jako niepotwierdzonej empirycznie (niewiedza?) trochę obniżyło pracę, tym bardziej, że inne nietypowe "dobra" są analizowane dalej, jak "nagroda po śmierci" na "rynku religijnym".

Cała logika (choć nieco rozmyta) dość mocno brnie do przodu i wychodzą z tego "kwiatki" typu: rynek religijny powinien dążyć do państwowego monopolu, bo sam fakt istnienia wielu religii zwiększa koszt (alternatywny) przynależności do jednej z nich i tym samym uniwersalizuje herezję.."zaprzeczając kwintesencji wiary". Albo wyjaśnienie, że Kościół Katolicki bym kiedyś monopolem, a gdy powstały odłamy protestanckie powstała konkurencja o "rzędy dusz", czy "klientów" (której to formy używa autor), dyskryminacja cenowa ("co łaska"). Albo że za wysokim zaangażowaniem religijnym w USA stać może konkurencja na rynku dóbr duchowych. Albo stwierdzenia, jakoby przyznawanie zbawienia czy nie należało do Kościoła i jego polityki. Po macoszemu potraktowany jest stosunek Kościoła do modernizmu i jego sens.

Ale wracając do pierwszej oceny - warto przeczytać. Dla poszerzenia horyzontów.


(*) Bez dłuższego wywodu można przyjąć, że zło będzie tożsame z fałszem a dobro z prawdą, łatwo bowiem uświadomić sobie, że w złych intencjach posługujemy się zarówno prawdziwymi stwierdzeniami, jak i fałszywymi dla wprowadzenia zamętu, a w dobrych intencjach będziemy posługiwać się wyłącznie tymi stwierdzeniami, które w naszej ocenie są prawdziwe, a nigdy fałszywymi, zatem:  
wartość logiczna zdania (zło => fałsz): PRAWDA
wartość logiczna zdania (zło => prawda): PRAWDA
wartość logiczna zdania (dobro => prawda): PRAWDA
wartość logiczna zdania (dobro => fałsz): FAŁSZ
co odpowiada dokładnie rachunkowi zdań logicznych, zatem umożliwia utożsamienie zła z fałszem, a dobra z prawdą.
Comments