EKONOMIA‎ > ‎Ekonomikalia‎ > ‎

prof. Rybiński o horrorze przyszłości Polski

opublikowane: 19 sty 2012, 07:06 przez Grzegorz Sobiecki   [ zaktualizowane 12 lut 2012, 10:45 przez Nieznany użytkownik ]

Nie można prof. Rybińskiemu oddać racji. Ale...

Zastanawiałby się, czy dla Polski, patrząc z innej strony, ogromny wzrost demograficzny, wielki kapitał, duże polskie firmy wszędzie na świecie, ogromne nakłady na B&R są takie niezbędne, żeby Polacy byli prawdziwie szczęśliwi. I myślę, że w przeliczeniu na głowę to nie jest takie niezbędne, nawet jeśli byłoby ich mniej i rozwijali by się wolniej. Więcej - jeśli byśmy byli szczęśliwi i żyli w prawdzie i w zgodzie (nie taka utopia, jakby się mogło wydawać! - bo bezpośrednio zależy od nas), to sami z siebie chcielibyśmy się rozwijać, działać, pracować, tworzyć rodziny, firmy, wymianę gospodarczą i w rezultacie wzrost gospodarczy. Umiarkowany, ale wystarczający, żeby się rozwijać, ale nie rezygnować z tego szczęścia, które już mamy, zatem w tym sensie: zrównoważony (ang. sustainable).

ALE problem i tragizm nas Polaków polega nie na bezwzględnych wartościach i niezależnym od innych krajów szczęściu, ale na tym, że nawet bez bezpośrednich zależności gospodarczych i tak względne różnice gospodarcze, społeczne pogarszałyby naszą sytuację "szczęśliwości". Kapitał i ludzie by po prostu odpływały albo przepływy wahałyby się, a to mogłoby mieć realny wpływ na poziom szczęścia, dobrobytu, nastrojów. Zatem nasz dramat polega na uzależnieniu (czy łagodniej: utrzymywaniu różnorakich relacji) od świata, którym rządzą wartości policzalne, przyziemne - w szczególności kapitał, a który to świat może zmierzać ku stanowi stacjonarnemu nieustającej dychotomii i konfliktu zachód-wschód(*), w której to dychotomii Polska jest gdzieś po środku, ale na szczęście nie do końca "na linii ognia", jak w podczas II Wojny Światowej, tylko trochę z boku. Ale to nie znaczy, że możemy spokojnie się rozwijać w błogim stanie szczęśliwości, bo możemy "dostać" rykoszetem albo po prostu stać się niskim, starym domkiem babci otoczonym przez piętrzące się drapacze chmur. Nie jest wg mnie problemem, że w tym domku ciepło rodzinne, miła atmosfera, zgoda i szczęście, powolny ale rozwój we własnym tempie, ale że te drapacze rzucają cień, zasłaniają słońce i świat, produkują spaliny, którymi i my się dusimy. W ekonomii to są efekty zewnętrzne i to one sprawiają, że jednak trzeba "walczyć" o właściwy rozwój demograficzny, o kapitał, przedsiębiorczość, o nakłady na B&R. Ale..

Generalnie zgadzam się z prof. Rybińskim, że jest jeszcze chwila czasu, żeby coś zmienić. Problem z wykładami Profesora polega na tym, że często on ostrzega, pokazuje tzw. "stylizowane fakty" (nie są to naukowe badania, ale ilustracje - fakty z interpretacją - z którymi trudno się nie zgodzić) dotyczące przeszłości i prognoz, mówi o problemach, ALE nie proponuje nic konkretnego, bo nie odnosi tych informacji do realiów praktycznych. Pokazuje problem, jest w stanie go zbadać wyciągnąć wnioski, ale nie mówi: ani dlaczego jest tak jak jest, ani co można byłoby zrobić, ani jak, czyli tak naprawdę nie odpowiada na najważniejsze i najtrudniejsze pytania.

Co myślicie o tym? Może macie jakieś propozycje? => zapraszam do dyskusji na maila :)

(*) Globalne ruchy zbrojne (źródło średniej jakości, więc czytaj z krytycyzmem): http://www.wykop.pl/ramka/1010869/ciekawe-ze-w-polskiej-prasie-nie-ma-nawet-o-tym-wzmianki/#

Comments