EKONOMIA‎ > ‎Ekonomikalia‎ > ‎

Poszukując ekonomii poza granicami Smitha i Marksa

opublikowane: 26 sie 2012, 06:24 przez Grzegorz Sobiecki   [ zaktualizowane 26 sie 2012, 06:48 ]
Poniżej fragment książeczki "Kościół i ekonomia" (Ordo socialis 1986, polska edycja 2008) agregująca 4 wystąpienia czołowych przedstawicieli Kościoła Katolickiego i katolickiej nauki społczenej na konferencji "Kościół i ekonomia. Odpowiedzialność za przyszłość gospodarki światowej", zorganizowanej w Papieskim uniwersytecie św. Urbana 21-24 listopada 1985r. Prelegentami byli kardynałowie: Agostino kard. Casaroli, Josef kard. Höffner, Josef kard. Ratzinger (obecny papież) oraz Papież Jan Paweł II oraz Lothara Roosa. 

Książkę można pobrać w wersji elektronicznej (PDF): Kościół i ekonomia

Fragment dotyczy wystąpienia tego ostatniego - profesora katolickiej nauki społecznej i socjologii pastoralnej na Uniwersytecie w Bonn. Pokazuje pewną alternatywę dla myślenia, obecnego w mediach i w wielu salach wykładowych, skierowanego na nieustanne i zero-jedynkowe przeciwstawianie sobie myśli liberalnej i prorynkowej (ekonomia klasyczna Smitha, neoklasyczna, niekiedy monetaryzm, libertarianizm - szkoła austriacka) oraz myśli komunistycznej (marksizm, komunizm, ideologie socjalizmu). Propozycją, o której mowa jest społeczna gospodarka rynkowa, która wyciągając to, co najlepsze z mechanizmu rynkowego (motywacyjna rola konkurencji, alokacyjne i dystrybucyjne funkcje rynku, funkcje ceny), stara się także zaspokoić potrzeby nie-jednostkowe - potrzeby wspólnotowe, które objawiają się dopiero w grupach społecznych i całym społeczeństwie.

Ilustracja pobrana ze strony http://goo.gl/wQhqB

"
Lothar Roos

KOŚCIÓŁ I EKONOMIA – ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA PRZYSZŁOŚĆ 
GOSPODARKI ŚWIATOWEJ 

(...)

Rynek a moralność

1. Katolicka nauka społeczna zdecydowanie odrzuca „system administracyjnego centralizmu” (kard. Ratzinger) ze względu na jego deterministyczne i utopijne założenia filozoficzne, które czynią go sprzecznym z godnością ludzką. 

2. Zważywszy, że klasyczny liberalizm ekonomiczny (z Adamem Smithem, ale także poza nim) interpretuje rynek jako „mechanizm” społeczny, dzięki któremu wszyscy uczestnicy obrotu gospodarczego automatycznie osiągają korzyści gospodarcze, można powiedzieć,  że kryje on w sobie element deterministyczny. Dlatego właśnie Adam Smith usprawiedliwia swoje „przekonanie” odwołując się do teologii, a nie ekonomii. W jego koncepcji „harmonii interesów”, Wielki Zegarmistrz, niewidzialna ręka, rodzaj Boga, – jak pojmują Stwórcę deiści – „wbudował” w świadomą myśl i działanie człowieka nieświadomy „podstęp racjonalności”. Właśnie to i tylko to przekonanie krytykował Ratzinger, nie odstępując przy tym od całej tradycji katolickiej nauki społecznej od czasów bp Kettelera.

3. Pamiętając, że wolnorynkowy system ekonomiczny opiera się na fakcie, iż każda jednostka (a nie administracyjny organ wysokiego szczebla) najlepiej wie, co jej potrzeba i jak to uzyskać, stwierdzić należy, że pozostawać on może w całkowitej zgodzie z katolicką nauką społeczną. Właśnie na glebie tej realistycznej antropologii św. Tomasza z Akwinu bronił prawa do prywatnej własności  środków produkcji przed koncepcją kolektywistycznego systemu produkcyjnego. W tej mierze logika rynkowa działa „na zasadach rynkowej skuteczności i ekonomicznego postępu” (Ratzinger). W tych granicach rynek pozostaje instytucją w pełni moralnie akceptowalną, pod warunkiem wszakże,  że służyć  będzie godziwemu celowi optymalnej podaży towarów z pomocą możliwej do zaakceptowania konkurencji.

4. Tym nic mniej uwaga dotycząca zasadniczo zdrowych założeń gospodarki rynkowej jako pożytecznego instrumentu optymalnej podaży towarów, afirmującego ludzką wolność, obwarowana jest w tej perspektywie spełnieniem kilku warunków wstępnych i podlega pewnym ograniczeniom. Jak zauważył kard. Ratzinger, nie jest więc ona w stanie rozrastać się nieograniczenie. Właśnie to rozpoznanie odróżnia teorię społecznej gospodarki rynkowej od jej wczesno- i późnoliberalnych kuzynów. Jednym ze wstępnych warunków społecznej gospodarki rynkowej jest istnienie co najmniej kilku równie silnych konkurentów. Taka równość szans i zabezpieczenie przed, zawsze zagrażającą, monopolistyczną koncentracją władzy gospodarczej, nie wyrasta jednak sama przez się. Zakłada ona z góry konieczność rządowej polityki tworzącej system ram prawnych. Według metafory użytej przez jednego z jej rzeczników, społeczna gospodarka rynkowa nie jest produktem naturalnym lecz wrażliwą „rośliną uprawną”. Ograniczenia każdej gospodarki rynkowej biorą się z faktu, iż tylko część dóbr, można sensownie i godnie dystrybuować metodą rynkową. Opieka zdrowotna, oświata, bezpieczeństwo publiczne i socjalne, dostęp do informacji nie mogą być oferowane na zasadach komercyjnej gry  rynkowej. Starbatty zauważa,  że wobec zapotrzebowania na te poza rynkowe dobra wiele do zrobienia ma państwo i jego instytucje. Chodzi tu zwłaszcza o zaspokajanie potrzeb, które nazywamy „wspólnotowymi”, potrzeb osób znajdujących się w trudnej sytuacji, potrzeb materialne biernych członków rynku, potrzeb dobra wspólnego dotyczących na przykład ekologicznych skutków produkcji przemysłowej, czy stymulowania rozwoju industrialnego. 

5. Jeśli zaakceptuje się i zrozumie nasze dotychczasowe wywody, wtedy brakujące ogniwo między rynkiem a moralnością spada z Drzewa poznania jak dojrzałe jabłko. Zarówno antropologiczna analiza rynku jako instytucji społecznej jak zdefiniowanie warunków wstępnych i granic jego prawidłowego funkcjonowania, zależą od stopnia wiary w jego bezbłędność. Szwajcarski Die Neue Zürcher Zeitung (z 1 grudnia 1985 r.), odwołując się do jednego z klasyków współczesnej niemieckiej katolickiej myśli społecznej kard. Höffnera, zauważa: „Katolicka nauka społeczna uznaje gospodarkę rynkową za właściwą podstawową formę dla systemu ekonomicznego, również w perspektywie i interesie światowej gospodarki. Jednakże pozostaje ona w przekonaniu, że systemowi temu trzeba nadać personalistyczny ideał jako wzór i kierunek. Gospodarka światowa nie jest bowiem automatem, ale procesem kulturowym, kształtowanym każdorazowo pragmatycznie, ale i aksjologicznie przez tożsamość działających w nim podmiotów.” Redakcja czasopisma stawia jednak pytanie: „kto zatem może i powinien w ramach liberalnego systemu ekonomicznego wypełnić etycznymi normami subiektywny obraz aksjologii zarezerwowany zasadniczo dla jednostki?” Liberalna odpowiedź na to pytanie wydaje się być jednoznaczna: „ponieważ istnieje nie jeden, lecz wiele systemów etycznych proponujących różne systemy normatywne, jedynym mechanizmem selekcyjnym, poza wymuszoną konsumpcją, pozostaje konkurencyjność”. Trzeba jednak pamiętać, że jednym z absolutnie podstawowych elementów teorii a zwłaszcza praktyki społecznej gospodarki rynkowej jest fakt istnienia podstawowej zgody społecznej co do podstawowych wartości, określających wstępne warunki i granice prawidłowego funkcjonowania rynku. Tak jak zobowiązane do poszanowania ludzkiej godności demokratyczne państwo konstytucyjne nie może radzić sobie bez zakotwiczonego instytucjonalnie i uniwersalnie obowiązującego porozumienia co do wartości fundamentalnych, tak również w ramach społecznej gospodarki rynkowej niezbędne są orientacje aksjologiczne. Powoływanie się w tym wypadku na zasadę etycznego pluralizmu jest, jak się wydaje, nie na miejscu. By się o tym przekonać wystarczy wyobrazić sobie wolny rynek, bez takich cnót jak solidność, pracowitość, skłonność do oszczędzania, zaufanie, dotrzymywanie umów. Dawał temu wyraz nawet Adam Smith w „Teorii uczuć moralnych”, choć być może nie udało się mu przemyśleć instytucjonalnych konsekwencji jego filozofii rynku i ekonomii. Jak się wydaje kard. Ratzinger wstrzelił się ze swą krytyką  właśnie dokładnie w ten najsłabszy, nie dający obronić punkt współczesnego liberalizmu, w którym następuje „rozdzielenie  świata subiektywnego i obiektywnego”. „Dlatego”, jak stwierdził kardynał, „coraz bardziej oczywista we współczesnej myśli ekonomicznej i gospodarczej staje się świadomość, że rozwój systemów ekonomicznych koncentrujących się na dobru wspólnym zależy od określonego systemu etycznego, który z kolei zrodzony być może i utrzymany tylko na mocnych przekonaniach religijnymi. I odwrotnie – stało się również oczywiste,  że zanik takiej dyscypliny może faktycznie spowodować zapaść w funkcjonowaniu rynku. Polityka gospodarcza, która podporządkowana jest nie tylko interesowi grupy społecznej czy określonego państwa, ale dobru powszechnemu rodziny ludzkiej, wymaga maksimum etycznej dyscypliny, a więc maksimum religijnej siły.

Wnioski końcowe

Nawet, gdyby owocem rzymskiego kongresu „Kościół i ekonomia. Odpowiedzialność za 
przyszłość gospodarki światowej”, nie było nic poza zrozumieniem znaczenia poważnych 
rozmów między ekonomistami i etykami, to i tak osiągnąłby swój najważniejszy cel. Gdyby 
jednak w jego trakcie udało się zrozumieć w głębszy sposób wymienione zagadnienia dotyczące relacji między katolicką nauką społeczną a społeczną gospodarką rynkową i pozbawić je wzajemnych nieporozumień oraz znaleźć trwałą jednomyślność w sprawach podstawowych, wtedy mógłby on nabrać istotnej wagi w kontekście wspólnej odpowiedzialności za gospodarkę świata, która dźwigana być musi przez wszystkie podmioty międzynarodowe, w tym także przez Kościół i sektor ekonomiczny. Oczywiście taki unikalny 
i  śmiało zaplanowany kongres nie mógł przebiegać bez kontrowersji i wzbudzać musiał rozmaite dyskusje i krytyki. Wszyscy jego uczestnicy przechowają jednak w pamięci wysoki poziom wielu przemówień i dyskusji panelowych, niepowtarzalną duchową atmosferę bazyliki św. Piotra, gościnność Papieskiego Uniwersytetu św. Urbana, Fundacji Adenauera oraz ambasadora Niemiec przy Stolicy Apostolskiej. Powszechna jest też świadomość,  że ostatecznie wszystko zależy od kontynuacji kongresowej  dyskusji i podtrzymania różnych więzów osobistych nawiązanych na nim, między naukowcami i politykami z całego świata.

Comments