EKONOMIA‎ > ‎Ekonomikalia‎ > ‎

Ekonomia normatywno-pozytywna: Gilotyna Hume'a - problem widmo?

opublikowane: 21 sty 2012, 05:31 przez Grzegorz Sobiecki   [ zaktualizowane 17 lut 2012, 01:14 przez Nieznany użytkownik ]
Poprawiając slajdy i grzebiąc w sieci natknąłem się na wpis prof. Bartosza Brożka w blogu granicenauki.pl: "Gilotyna Hume'a: moralność poza granicami nauki?" [http://goo.gl/yrzwT] Natchnął mnie do poniższego wpisu.

Ekonomiści doskonale znają tę kwestię. Na pierwszym roku większości studiów ekonomicznych studenci stykają się z podziałem ekonomii na pozytywną i normatywną. Pierwsza jest oparta na faktach, obiektywizująca, logiczna, "naukowa", niezależnie ujęcia "naukowości" (od falsyfikowalności Popera, przez obroność paradygmatu Kuhna, genetyczność i heurystyczność Lukatosa, do pragmatyczności Laudana). Druga oparta jest na normach. Pierwsza tworzy spójne teorie, możliwe do weryfikacji z faktami (jak jest), druga tworzy zasady normujące (jak powinno być) i oceniające fakty na podstawie tych zasad (czy jest to, co powinno być). 

Od dawna ekonomie te, zwłaszcza w ujęciu politycznym i dziennikarskim przenikają się. Od dawna istnieje jednocześnie teza, zwana potocznie "gilotyną Hume'a" (od nazwiska XVIII-wiecznego filozofa). Teza o tym, że niemożliwe jest wnioskowanie o tym, co powinno być, na podstawie tego, co faktycznie jest (ang. is-ought problem). Nauka może badać jedynie fakty. A sądy normujące i wartościujące nie mają oparcia na faktach.
Są uzasadniane co najwyżej przez inne zasady normujące, obok których podążają fakty. Teza ta implikuje postulat rozdziału faktów i wartości.

Jak pisze prof. Brożek, istnieje wiele prób potwierdzenia lub obalenia tezy (hipotezy) Hume'a, odwołujących się do teorii psychologicznych, socjologicznych, antropologicznych, prymatologicznych czy nawet neurobiologicznych (sic!). Rozważają one, czy człowiek podejmuje decyzje dotyczące moralności w oparciu o nieświadomą moralną intuicję, czy racjonalność. Jaki jest nasz "stan natury"? Czy w naszej naturze jest raczej egoizm (T. Hobbes), a ludzie są z natury źli i normy moralne mają tłumić naturalne skłonności, czy raczej w naturze jest stabilność i spokój (J. Locke), a normy moralne mają stanowić wzmocnienie kooperacji. Naturalna konkurencja czy kooperacja zatem?

Problem ten wychodzi ukradkiem nawet poza Gilotynę Hume'a i nieproszony wchodzi jak kij w mrowisko założeń ekonomii (pozytywnej!) (neo)klasycznej. Czy założenie homo-oeconomicus - egoistyczny, racjonalny konsument-pracownik-menedżer-przedsiębiorca-kapitalista jest dobrym przybliżeniem naturalnej rzeczywistości? Ma to fundamentalne znaczenie, bo ekonomia normatywna bazując na teoriach i wnioskach ekonomi pozytywnej ocenia je w świetle normatywnych założeń, jakie leżą u podstaw tych teorii.

Wracając, prof. Brożek stwierdza, nie konkludując jeszcze: "Wyniki współczesnych badań sugerują, że gdybyśmy nie mieli zdolności do współpracy, nie mogłyby powstać żadne stabilne systemy normatywne. Jest to obserwacja kluczowa: nasze uposażenie biologiczne wyznacza swoiste pole możliwości, w ramach którego tworzyć można normy postępowania. Jeśli chcemy, by normy takie rzeczywiście były przestrzegane, muszą one operować w ramach systemu, który stanowi rozwinięcie ludzkich skłonności kooperatywnych.". Zatem zdaje się, że rzeczywistym jest, że pewne fakty (uposażenie biologiczne) kształtują ramy dla wartości. Jednak są to fakty nie pochodzące z rozumowania, ani refleksji a z niezależnego od nas uposażenia, choć mogą one stanowić ostateczny fundament  bardziej złożonych norm. Inni wskazują, że fakty te to wpływ społecznego procesu uczenia się. Generują one moralne intuicje, które wydają się pochodzić "znikąd", choć w rzeczywistości ich fundamenty leżą na faktach. Wciąż jednak fakty te kształtują jedynie ramy dla norm.

A teraz deser :)

Stawka problemu może być jednak większa niż rozstrzygnięcie sporu między filozofami a nawet większa, niż pisze prof. Brożek. Nie wiem i nie zauważyłem*, żeby ktoś zwrócił uwagę jednak na pewien problem z Gilotyną Hume'a. Postulat wypływający bezpośrednio z Gilotyny Hume'a wydaje się zawierać w sobie problem rekurencji (zapętlenia): "powinniśmy" rozdzielać, to co "jest" i to, co "powinno być". Weryfikacja (hipo)tezy Hume'a (wszystkie wspomniane badania) jest zatem próbą racjonalnego (naukowego) uzasadnienia albo obalenia sądu normatywnego o tym, czy można racjonalnie (naukowo) uzasadniać sądy normatywne! Czy Gilotyna Hume'a nie jest zatem po prostu kolejnym semantycznym węzłem gordyjskim?

Znikam w zapętleniu.

*) co nie znaczy, że nikt tego nie zrobił (pobieżna kwerenda w Googlach nic nie dała); spodziewam się mimo to, że od XVIII wieku zostało to nieraz zauważone i lepiej opisane :)
Comments