EKONOMIA‎ > ‎Ekonomikalia‎ > ‎

Ech ta "wolność" waluty

opublikowane: 17 wrz 2013, 06:30 przez Grzegorz   [ zaktualizowane 19 wrz 2013, 14:29 ]
Kolejny filmik znaleziony w sieci http://www.youtube.com/watch?v=QHa2UUaE4mQ i kolejny komentarz.

Film nie ma dużej wartości poznawczej - ale takich ładnie wyglądających i prosto przedstawiających filmików jest niestety w sieci dużo. Bardzo płytko pokazuje złożone zależności. Ważniejszym problemem od tego, czy płacimy coraz wyższe ceny nominalne (wyrażone w walucie, która podlega z czasem inflacji lub złocie, które podlega mu mniej) jest kwestia cen realnych - czyli czy ilość dóbr i usług (w tym własnej pracy), które dziś musiałbym oddać za garnitur jest mniejsza czy większa niż kiedyś. 

Jeśli prawdą jest*, że w 1908 r. garnitur kosztował 20 USD, a w 2008 r. 800 USD, to trzeba wziąć pod uwagę inflację z tego okresu. Jeśli ceny wszystkich dóbr wzrosły tak samo jak garnitur, to realnie nic się nie zmieniło jeśli chodzi o ilość innych dóbr (z wyjątkiem pracy) które trzeba byłoby oddać aby dostać nowy garnitur. Same ceny jednak nie mówią nawet przeciętnie o tym, jak zmieniała się sytuacja ludności, bo nic jednak nie wiemy o dochodach ludności równym co do wartości dobrom wyprodukowanym w całym kraju (dla uproszczenia pomińmy handel zagraniczny), czyli PKB. 

I tak: nominalny PKB (czyli sumując wartość wyprodukowanych dóbr finalnych w cenach z danego roku) w USA od 1908 do 2008 r. wzrósł ok 484-krotnie, a w przeliczeniu na głowę (PKB per capita) 141-krotnie. Ceny (wg. deflatora PKB czyli wskaźnika zmian cen dóbr wchodzących w skład PKB - taka inflacja, ale nie tylko dóbr konsumpcyjnych) wzrosły 17.5-krotnie, co daje ok 28-krotny wzrost realny PKB, czyli tylo krotnie przybyło w sumie w całych Stanach dóbr, a w przeliczeniu na głowę PKB realny wzrósł ponad 8-krotnie. Oznacza to, że w USA od 1908 r. ludzie wyprodukowali i zakupili a jednocześnie z produkcją i sprzedażą powstaje dochód innych, zatem zarobili przeciętnie tyle, że mogli sobie pozwolić przeciętnie każdy z nich na 8 razy więcej nowych różnych dóbr. Oczywiście analiza jest zbyt uproszczona by wyciągać z niej jakieś głębsze wnioski, bo w grę wchodzą niuanse typu wybór koszyka dóbr do liczenia deflatorów (wskaźników inflacji), a tu mamy przecież zmianę jakościową (stąd autor filmu słusznie w uproszeniu odwołał się do "popularnego modelu Forda" albo "garnitura szytego na miarę", które to dobra dobrze opisują ponadczasowość), do tego kwestia "średniej" (per capita), która nie uwzględnia rozkładu dochodów. Zatem wiedząc, że nominalnie cena garnituru wzrosła 40-krotnie (czyli tyle pieniądza trzeba było oddać) a popularnego modelu Forda 47-krotnie a ilość dochodów per capita (PKB per capita) nominalnie wzrosła 141-krotnie, to widać, że ludziom (przeciętnie!) się realnie rzecz biorąc sytuacja poprawiła jeśli chodzi o dostępność garniturów na miarę.

Wracając do głównego wątku, dla konsumenta i pracownika nie ma zatem dużego znaczenia, czy w systemie finansowym panuje reżim inflacyjny (na który do pamfletem m.in. ma być filmik), czy nie, czy pieniądz jest kontrolowany przez państwo przy firmy prywatne, bo jeśli w długim okresie ceny wzrosną wiele razy, to po pierwsze wcale te wzrostu nie musimy zauważyć. CAGR, czyli średnioroczny wzrost bieżącej ceny garnituru między 1908 a 2008 r. wyniósł 3.76% przy cenach pozostałych dóbr - wg deflatora PKB - ok 2.9% rocznie, czyli przeciętnie na tydzień odpowiednio 0.07% i 0.05%. Tyle tygodniowo traci na wartości pojedynczy dolar. Ale problem ten znika natychmiastowo, gdy średnio na ok 3% rocznie wpłacimy środki finansowe na konto oszczędnościowe.. Jak zwraca uwagę autor, jest to waluta kontrolowana przez państwo, więc nie dzieje się obywatelom najgorzej, skoro Fed jest w stanie utrzymać inflację w ryzach. Bo właśnie w tym jest największy problem - aby utrzymać inflację w pewnych granicach, czyli nie za dużo i nie za mało. O deflacji i jej realnych - czyli ingerujących w zatrudnienie, ilość produkowanych dóbr - PKB w wyrażeniu realnym (sic!) negatywnych skutkach można się dowiedzieć na wykładach m.in. z polityki pieniężnej czy nawet podstaw ekonomii. Podobnie negatywne skutki realne może mieć zbyt wysoka inflacja. Ale inflacja umiarkowana oprócz oczywistych zmian nominalnych (wzrost cen, wartości dóbr i dochodów) nie tylko nie ma przeważnie żadnych negatywnych skutków realnych, ale może mieć też pozytywne skutki realne i umożliwia automatyczną regulację na rynkach. Do tego, pieniądz kontrolowany przez banki centralne kreowany w systemie bankowym, a zatem pieniądz kredytowy jest tak samo dobry, jeśli nie lepszy (bo elastyczniejszy) niż złoto. Bank centralny mający za cel kontrolę inflacji, wiedząc że w stabilnej pod tym względem gospodarce produkcja przebiega płynniej ma do dyspozycji więcej narzędzi: zarówno nierynkowych (stopy procentowe, rezerwy obowiązkowe, interwencje walutowe), jak i rynkowych (operacje otwartego rynku), przy czym najczęściej bo regularnie niemal codziennie albo co tydzień korzysta z tych drugich.

Historyczne zaufanie do złota a mniejsze do pieniądza państwowego (wśród osób, które się na ten temat wypowiadają - nie znam badań na temat zaufania do pieniądza) nie jest poparte danymi. Nawet jeśli, patrząc retrospektywnie, złoto jako środek wymiany nie byłoby inflacyjnym reżimem pieniężnym (ceny w złocie jak podaje autor filmiku w zasadzie nie rosną), to po pierwsze nie zmienia to faktu podanego wcześniej, że ludziom się realnie rzecz biorąc sytuacja poprawiła jeśli chodzi o dostępność garniturów na miarę, bo dla ludzi bardziej jest istotne ile musi pracować na garnitur, niż jaki pieniądz dostanie za pracę i jakim pieniądzem zapłaci za garnitur. Pieniądz jest "tylko" środkiem wymiany, choć często też środkiem gromadzenia i wyrażania wartości. Trzymając przez lata 1 uncję złota, które nie zepsułoby się, w 2008r. moglibyśmy kupić garnitur na miarę lub większą ilość innych dóbr niż w 1908r., jako że ich ceny wzrosły mniej niż garnituru. Jednak takie leżące złoto nie "pracuje" i choć nie traci realnie na wartości (co jest związane z jego ograniczoną ilością i fizycznymi trudnościami wydobycia kolejnych kilogramów) to nie przynosi także zysku. Pod warunkiem, że będziemy obracali ZŁOTEM, a nie zapisami księgowymi u prywatnych podmiotów, które będą dla nas przechowywali złoto (e-gold czy Bulionvault i inne) - którego możemy nigdy nie widzieć. Zresztą taka forma pieniądza (złoto albo złoto w depozycie) wcale nie wyklucza kreacji pieniądza, bo nie wyklucza istnienia instytucji kredytu. Każdy kredyt to kreacja pieniądza bo tworzy parę należność-zobowiązanie.

EDIT (2013.09.19): Ze złotem wiążą się jeszcze problemy nie mniejszej wagi niż z pieniądzem kredytowym - tu także może powstawać "kreacja złota" - "kredytowego złota". Różnica polega na tym, że gdy pieniądz kredytowy może być zabezpieczony centralnie przez bank centralny (w razie szturmu na banki bank centralny zawsze może - choć oczywiście nie musi - pożyczyć brakującą gotówkę). Brakującego złota, które zamiast bezczynnie leżeć w skarbcu - jest pożyczone innym przez właściciela skarbca i "zarabia", po które się zgłaszają klienci nie da się jednak odzyskać. Ciekawy artykulik o tym: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Zagadka-swiata-finansow-cena-zlota-2930430.html

Osobiście uważam, że ryzyko związane z taką wymianą i przekazaniem środków finansowych w dowolnej formie, czy choćby nie wspomnianym w filmiku odpowiedzialności za drukowanie pieniądza, niekontrolowanym państwowo prywatnym podmiotom może być znacznie większe niż w przypadku kontroli państwowej. Przykłady można znaleźć w historii dawniejszej: „(…) w czasach wojny domowej amerykański system monetarny był najbardziej zawikłany – nie miał sobie podobnego w długiej historii handlu i związanej z nim ludzkiej zachłanności. (…) Ocenia się, że w obiegu znajdowało się w mniejszych lub większych ilościach około 7000 różnych rodzajów banknotów. Zostały one wypuszczone przez około 1600 różnych i czasem upadłych już banków stanowych. Ponieważ papier i druk były tanie, a prawo emitowania banknotów było bronione jako jedno z praw człowieka, również poszczególne jednostki podejmowały taką działalność na własny rachunek. Ocenia się, że było wówczas w obiegu 5000 fałszywych emisji. Nikt nie mógł prowadzić większych interesów bez aktualnego przewodnika, podającego różnice między rzetelnymi banknotami a gorszymi, emitowanymi przez nieistniejące już banki, czy też fałszywymi. »Bank Note Reporter« i »Counterfeit Detector« były podstawową lekturą w każdym znaczniejszym przedsiębiorstwie.”. /„Pieniądz. Pochodzenie i losy”, J. K. Galbraith, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Warszawa 2011 [pierwsze wydanie 1975], s. 69-72/  Także historia, która się tworzy dostarcza przykładów. Wspomniany prze autora quazi-pieniądz Bitcoin, ostatnio został zaakceptowany w Niemczech przez ministerstwo finansów (nie bank centralny!) jako "finansowy instrument" podlegający niemieckiemu prawu bankowemu tylko po to, by móc ściągać podatki z płatności tym instrumentem. BTC jako środek wymiany jest wyjątkowo niestabilny i podlegający zmiennym wiatrom wiejącym na rynkach finansowych geeków (wciąż nie znany szerszej "publiczności") z niedużym kapitałem. Jego charakterystyka bardziej pasuje do nietypowych instrumentów finansowych czy po prostu elektronicznych dóbr, którymi mogą pobawić się mali-inwestorzy. Zwracam uwagę, że policzenie inflacji w reżimie bitcoina jest praktycznie nie możliwe, bo liczenie inflacji wymaga nie tylko znajomości cen dóbr wyrażonych w BTC (do większości których dostęp jest), ale też ilości dóbr zakupionych przez konsumentów z wykorzystaniem BTC. Wartości sprzedaży wyrażone w BTC lub ilości sprzedanych dóbr i usług stanowią bowiem wagi w zależności od tego, jaki wybierzemy indeks cen. Dlatego trudno też oceniać cały ten "system pieniężny".

Żeby było jasne: moja teza nie wskazuje na konkretną postać (papierowa, towarowa: złoto, elektroniczna, kredytowa) i czy formę kontroli pieniądza (prywatna, państwowa), raczej na to, że postać pieniądza nie ma ostatecznie dużego znaczenia dla konsumenta dopóty, dopóki konsumenci nie odczuwają realnych skutków używania jednego czy drugiego instrumentu jako pośrednika w wymianie między własną pracą a dobrami, które zaspokajają jego potrzeby, w tym inwestycjami. Kończąc, „pieniądz to nie metal, to kredyt zaufania. Nie ważne, jaką postać przyjmie: papieru, srebra, gliny czy wydruku na monitorze, pod warunkiem, że odbiorca da im wiarę." / Finansowa Historia Świata, BBC, cz. 1 http://www.youtube.com/watch?v=5fctN1U2sJo  (11:30) / a fakty wskazują, że jednak większość ludzi daje wiarę istniejącym formom pieniądza. Może lepiej zatem opowiedzieć się za lepszą komunikacją między obywatelami-konsumentami i państwem, które ma za zadanie kontrolować pieniądz (a dokładniej jego wartość, co się przekłada najczęściej na jakiś bezpośredni cel inflacyjny banku centralnego) i udoskonalaniem tych istniejących form oficjalnego pieniądza? Np. wzorem kanadyjski bank centralny - jakiś czas temu mówiło się że chce opracować oficjalną elektroniczną kryptograficzną wersję pieniądza - odpowiadającego na wiele potrzeb stojących za utworzeniem Bitcoina, który można byłoby przenosić na pendrive-ach czy w kartach chipowych czy trzymać na dysku komputera.

Zmiana systemu finansowego wiązałaby się z ogromnymi kosztami i wieloma ryzykami. Zresztą, jeśli znajdą się dwie osoby, z których jedna chce kupić garnitur i zapłacić muszelkami, a druga zechce muszelki przyjąć jako zapłatę - czy nie jest to możliwe już dziś? Jeśli jest to jako pewnego rodzaju barter. Można jednak zawsze zrobić tak ja w Niemczech, gdzie ministerstwo finansów oficjalnie dopuściło do transakcji z wykorzystaniem alternatywnych "instrumentów finansowych" (dokładnie Rechnungseinheit, czyli jednostka rozliczeniowa, http://www.theguardian.com/technology/2013/aug/19/bitcoin-unit-of-account-germany) pod warunkiem rejestrowania tych transakcji i wyrażenia wartości w pieniądzu oficjalnym do celów rozliczeń podatkowych (choć bank centralny nie uznał BTC jako oficjalny środek płatniczy!)

*) Autor nie podał źródeł informacji, a wychodzi na to, że podał błędną informację. Ceny złota w USD wzrosły od 1908r. 83-krotnie, więc jeśli cena garnituru w USD wzrosła 40-krotnie, to w 2008r. za ilość złota odpowiadającą jednemu garniturowi w 1908r. (wg World Gold Council w 1908r. uncja złota kosztowała ok 19 USD, a zwykły garnitur ok 8-15 USD, więc szyty na miartę mógł kosztować ok 19-20 USD) powinniśmy kupić 2 garnitury w 2008r.

Dane na podstawie:



Comments